Moi dziadkowie

Antonina i Feliks Cichy mieszkali w małej wiosce Sławin powiat Ostrów Wlkp.

Dziadek urodził się 4 maja 1885 w Słaboszewie powiat Jarocin. W wieku 7 lat rozpoczął naukę w Szkole Powszechnej pod zarządem pruskim. Mając 20 lat został powołany do służby wojskowej, którą odbywał na terenie Prus w Wittenbergu. W 1908 roku zawarł związek małżeński z Antoniną Mendera, z którą doczekał się ośmiorga potomstwa (pierwszy syn zmarł w wieku 3 lat).

Kiedy wybuchła I wojna światowa ponownie został powołany do wojska pruskiego. Sprawował funkcję ordynansa jednego z oficerów. Wojnę spędził głównie w Poznaniu, Częstochowie i w Warszawie.

W czasie nieobecności dziadka, babcia opiekowała się dziećmi i dbała o kilkuhektarowe gospodarstwo.

Po zakończeniu wojny dziadek wraca do rodziny i zajmuje się uprawą roli. Pełni także funkcję miejscowego sołtysa. Pomaga mieszkańcom wsi w załatwianiu różnego rodzaju spraw urzędowych w oddalonym o 18 kilometrów Ostrowie Wlkp. Dojeżdżał tam rowerem lub zaprzęgiem konnym. Dzieci dorastały, pracowały w gospodarstwie, a jednocześnie zdobywały naukę w prywatnych zakładach rzemieślniczych w Ostrowie Wlkp. i Zambrowie.

Jest rok 1939. Gazeta Bankowa ogłasza parcelację majątku Mycielskich. Dziadek sprzedaje swoje gospodarstwo w Sławinie i kupuje 16 ha ziemi ornej oraz dom z 1887 roku w Spławiu.

Jest jednym z wielu przybyłych tu gospodarzy (Wicenciak, Orczykowski, Puławski, Błaszczyk, Wojtysiak, Czaja, Gubański, Sobczak), którzy już wcześniej zakupili ziemię po parcelacji majątku Mycielskich w Spławiu.

Była wczesna wiosna, więc śpieszono się z obsianiem ziemi. Przystąpiono do remontu „ośmioraka” i ustawienia stodoły przywiezionej w częściach ze Sławina. Prace przebiegały sprawnie pod nadzorem fachowca p. Szmyta z Ołoboku (przyjaciela dziadka). Rodzina nie cieszyła się długo swoją nową posiadłością.

Wybuchła II wojna światowa. Pola uprawne i dobytek inwentarski zostają włączone pod zarząd urzędników niemieckich. Pod osłoną nocy dziadek wraz z organistą p. Kolińskim zabierają z kościoła wszystkie cenne przedmioty liturgiczne. Zabezpieczają je w dużej skrzyni i zakopują za stodołą w dziadkowym ogrodzie. Kościół zostaje przeznaczony na magazyn. Następuje wywózka rodzimych gospodarzy, a pozostałych zmusza się do pracy na rzecz okupanta. Dziadka wyznaczono do wywozu mleka do zlewni przy ulicy Ogrodowej w Poznaniu. Ponieważ biegle posługiwał się językiem niemieckim, dlatego powierzono mu załatwianie spraw urzędowych.

Ciężka praca nie pozbawiła młodych ludzi radości życia. Walki toczyły się w oddaleniu. Przez wieś przechodziły jedynie małe oddziały niemieckie, a później rosyjskie. Dziadek i jego trzech synów (Franciszek, Stanisław i Czesław) potrafili grać na wielu instrumentach muzycznych. Ich grę uświetniała śpiewem siostra Janina. Dom był więc miejscem spotkań i zabaw spławskiej młodzieży. Tworzyły się grupy „wzajemnej adoracji”, a z nich związki małżeńskie.

Nadchodzi rok 1945. Gospodarze odzyskują swoje posiadłości. Kościół po małym remoncie zostaje znowu domem modlitwy. Przechowane za dziadkową stodołą przedmioty kultu religijnego, ku uciesze parafian, wracają do spławskiej świątyni.

Życie toczy się dalej. Dziadek zostaje wybrany sołtysem. Pełni także funkcję członka Rady Nadzorczej Mleczarzy i Przodownika Plantatorów Buraków Cukrowych z siedzibą w Środzie Wlkp. Jest też członkiem Rady Parafialnej.

Dom dziadków znowu staje się miejscem spotkań i narad. To tu zapadają ważne decyzje dotyczące upraw i gospodarowania oraz dzielenia się doświadczeniami. W gronie przyjaciół (Wawrzyn Olejniczak, Ignacy Nowak, Antoni Barłóg) w tzw. „cichych rozmowach” dyskutuje się na tematy polityczne aktualne w Polsce i na świecie po 1945 roku.

Prace gospodarskie były u dziadka zawsze na pierwszym miejscu. Mógł liczyć na wsparcie swojej żony Antoniny, z którą przeżył 64 lata, oraz na pomoc najbliższej rodziny. W 1967 przekazał gospodarstwo w odpowiednich częściach swoim dzieciom, ale zawsze służył radą i pomocą.

Złote Gody, rok 1958

Po krótkiej chorobie w wieku 85 lat (27 VII 1972 roku) umiera babcia Antonina, a rok później
19 X 1973 kończy swoje pracowite życie dziadek Feliks. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyła cała rodzina, przyjaciele, mieszkańcy Spławia i okolicy.

Moim Dziadkom zawdzięczam spokojne i bezpieczne dzieciństwo. Ich zachowania w różnych sytuacjach są dla mnie wzorem do naśladowania. Wiele przekazanych rad staram się stosować we własnym życiu.

Dziękuję Bogu za to, że Feliks i Antonina Cichy byli moimi dziadkami.

Wnuczka Janina

Gospodarstwo dziadków po 70 latach